Dojechaliśmy na stację benzynową, tam opiekę nad nami przejęła Polska Ambasada w Arabii Saudyjskiej. Kolejne osoby, którym będę wdzięczna do końca. Ktoś powie, że to ich praca, ale nikt im nie płaci za uśmiech, żart, wsparcie, życzliwość, zaangażowanie.
Samolot z Polski wystartował, czekaliśmy aż wyląduje.
Turyści byli podzieleni na dwie grupy. Pierwsza grupa, do której my należeliśmy to lot humanitarny, samolotem rządowym. Mieliśmy wystartować z lotniska wojskowego, gdzie nie mogliśmy przebywać za długo. Dlatego czekaliśmy na stacji.
Druga grupa leciała samolotem pasażerskim z głównego lotniska, ich lot odbywał się tak jak każdy “normalny” lot.
Wreszcie stanęliśmy przed bramą lotniska i czekaliśmy aż nasz samolot wyląduje.
Wreszcie jest.
Weszliśmy na lotnisko wojskowe i wreszcie mogliśmy wsiąść do samolotu. Zamiast stewardess - żołnierze, samolot jest mały, biało - czerwony, upragniony. Nie wytrzymałam, rozpłakałam się. Przez co wpadłam w oko pani psycholog, która już przez cały lot sprawdzała, czy wszystko u mnie w porządku. A to jeszcze bardziej mnie wzruszało.
To prawda, czułam się rozbita, rozemocjonowana, niespokojna i bardzo spięta.
Dopiero, gdy opuściliśmy półwysep arabski, odetchnęłam. Dostaliśmy jedzonko, chlebek, szynka, żółty ser, pasztet, papryka i ogórek. Wszystko smakowało tak pysznie. Tak polsko, ten pasztet był wybitny!
Wylądowaliśmy w Polsce, starałam się podziękować każdej osobie, zaangażowanej w naszą ewakuację.
Czy ta cała sytuacja dała mi coś “dobrego”, oprócz traumy?
- wiarę w ludzi, zaangażowanie polskiej ambasady w obydwu krajach, ich życzliwość, cierpliwość, chęć dawania otuchy
- wdzięczność do polskiego rządu, w sytuacji gdy większość polskiego społeczeństwa krzyczała w komentarzach, zostawić ich, jak bogaci, to niech sobie radzą, sami są sobie winni - rząd jednak zdecydował się nam pomóc
- Sytuacje, które wcześniej mnie stresowały, teraz wydają się być trywialne. Przejmuje się mniejszą ilością spraw, a z trudnymi wiem, że sobie poradzę
- Wdzięczność za drobne rzeczy, np. przespaną noc, spacer na powietrzu, patrzenie w spokoju przez okno
Dopiero, gdy stanęłam w progu domu, powiedziałam mamie, że nie doleciałam do Wietnamu…
Ale może chce ze mną jechać do Fatimy? Mam tam sprawę do wyjaśnienia.