Geoblog.pl    pamar    Podróże    Podróż życia, czy raczej podróżniczy koszmar    Dzień do dnia podobny
Zwiń mapę
2026
01
mar

Dzień do dnia podobny

 
Katar
Katar, Doha
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 3942 km
 
Codziennie o 9:00 rano była aktualizacja, każdego dnia były co najmniej dwa ataki na bazę amerykańską, położoną tuż obok Doha. Każdego dnia na nowo budziliśmy się z nadzieją, że właśnie dziś otworzą przestrzeń powietrzną. Hotelu prawie nie opuszczaliśmy. Czasem wychodziliśmy przed budynek, żeby poczuć jaka jest pogoda.
Sami płaciliśmy za hotel, coraz częściej padały głosy, że to nie kwestia dni, a tygodni zamknięcia przestrzeni powietrznej. Katar tani nie jest, na ile wystarczy pieniędzy? Na obiad przeważnie jedliśmy banana, wyniesionego ze śniadania i orzeszki. Na kolację zamawialiśmy coś, niewiele jedliśmy.
Z Wietnamem pożegnaliśmy się po 3 dniach. Zadzwoniliśmy na polską infolinię Qatar Airways i kupiliśmy bilet do Warszawy. Kiedy będzie ten samolot… nikt tego Państwu nie powie.

Pewnego dnia, kiedy dzień był spokojny, postanowiliśmy przejść na drugą stronę ulicy, na targ. Tam teoretycznie powinno być biuro Qatar, chcieliśmy jeszcze raz zapytać o hotel, bo ambasada przekazała nam, że według Qatar Airways, wszyscy dostaną nocleg. Był wieczór. Dotarliśmy do tego biura, ale pan zajmował się tylko przebukowywaniem biletów. Jednak ten dzień nie do końca był stracony. Zobaczyliśmy bardzo dużo ludzi spacerujących po targu, spotkaliśmy Polaków, zjedliśmy w restauracji pyszne jedzenie, ale chyba największą wartością tego wyjścia, była świadomość, że ludzie normalnie funkcjonują, dobrze było na chwilę oderwać myśli od tej niepewności i zagrożenie.
Ośmieleni, postanawiamy pojechać na lotnisko metrem, może tam ktoś przydzieli nam hotel. Wsiedliśmy do metra. Poczułam na sobie złe spojrzenie. Niestety nie sprawdziliśmy wcześniej, ale chociaż Katar uchodzi za tolernacyjny kraj, to powinnam jako kobieta wsiąść do wagonu familijnego, a wsiedliśmy to męskiego. Straciłam resztki sympatii do tego kraju. Wiem, że jako gość muszę tolerować lokalne prawo, wiem, że to nie ich wina, że wybuchła wojna, ale ja już zawsze będe czuła awersję na myśl o Katarze.
Wysiedliśmy z metra jak najszybciej, lotnisko i tak było zamknięte, wrócilismy do hotelu.

Wszyscy wokół powtarzali, że Katar nie dołączy do wojny i że Iran nie zaatakuje obiektów cywilnych, obchodzi ich tylko amerykańska baza wojskowa. Podobno jesteśmy bezpieczni, musimy tylko czekać.
Jednak z tyłu głowy było, a kto właściwie da taką gwarancję. Kolejny dzień przynosił wieści o atakach na Cypr, Turcję… człowiek już nie wie, w co wierzyć.

Wreszcie Dubaj ruszył. Wstąpiła w nas nadzieja. Skoro Dubaj ruszył, to Katar też na pewno!
Jednak te nadzieje również zostały rozwiane. Katar na ten moment, w którym byliśmy miał stanowisko, że nie otworzy przestrzeni, póki nie będzie zawieszenia broni. Rząd Polski publikuje informacje typu: Sami jesteście sobie winni, nie pomożemy Wam. Dzwonię do MSZ, płaczę, proszę chociaż mnie okłamujecie, że pomożecie, ale błagam nie mówicie takich rzeczy publicznie. Zapłaciliśmy 500 zł za to połączenie, specjalna linia, która została uruchomiona dla Polaków, którzy utknęli na Bliskim Wschodzie, a jedyne co usłyszałam, to ujęty w dyplomatycznym żargonie slogan, że sami jesteśmy sobie winni.
Całe szczęście jeszcze Polska ambasada w Katarze odbiera cierpliwie telefony, uspokaja i przysięga, że pracuje nad rozwiązaniami, aby nam pomóc.
Chcę w to wierzyć, ale z każdą kolejną rakietą i statystyką o strąconych dronach, coraz bardziej tracę wiarę, czy zobaczę moich bliskich. To silniejsze ode mnie, czarne scenariusza jak mgła zasłaniają mi oczy i narzucają tragiczny sposób myślenia.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (1)
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
zwiedzili 26% świata (52 państwa)
Zasoby: 448 wpisów448 1720 komentarzy1720 2806 zdjęć2806 62 pliki multimedialne62
 
Nasze podróżewięcej
29.03.2024 - 10.03.2025
 
 
23.01.2025 - 23.01.2025